„Starzenie się nie jest złem, któremu trzeba
się podporządkować, jest powołaniem,
na które trzeba umieć odpowiedzieć”.
Św. Jan Paweł II
Każdy etap życia ma swój urok. Wraz z wiekiem zdobywamy doświadczenie, mądrość życiową. To, że się z każdym rokiem stajemy się starsi, starzejemy się, nie oznacza, że musimy przestać korzystać z życia. Nadal możemy być aktywni, doświadczać nowych rzeczy, realizować nasze plany i marzenia. Jest wiele przykładów, kiedy to osoba w bardzo zaawansowanym wieku żyją na całego. Jedną z takich osób jest Pani Marianna Kozłowska z parafii Wojdackiej, która 3 stycznia b. r. świętowała swoje 93 urodziny.
Marianna Kozłowska z domu Rogielewicz urodziła się w 1928 roku w parafii Butrymańskiej, we wsi Kowalki, w rodzinie Stanisławy i Aleksandra Rogielewiczów. Ochrzcił ks. Nikodem Abarowski w Butrymańcach. Rodzice Pani Marianny pracowali na roli. Była ich pierwszym dzieckiem. Miała trzech rodzeństwa ˗ dwóch braci i siostrę.
Rodzina była niezwykle pobożna. Stale brała udział w Białej procesji (osoby zaangażowane w Białej procesji niosą chorągwie, sztandary a najmłodsze dzieci sypią kwiatki, niosą różaniec i narzędzia męki Pańskiej), śpiewała w chórze kościelnym u ks. Longina Iwańczuka. Należy tu wspomnieć również o tym, że gdy później ks. L. Iwanczuk za swoje śmiałe wypowiedzi został zesłany na 5 lat do Workuty, wysyłała dla niego swojej roboty ciepłe rękawice, skarpety, sweter z kieszenią, żeby można było coś położyć, a także pieniądze. Pisali sobie nawzajem listy. Po powrocie księdza z zesłania rodzina Pani Marianny nadal z nim podtrzymywała kontakt.
W czasie II wojny światowej rodzice ukrywali swoje dzieci przed Niemcami, w obawie przed wywózką do Niemiec. Ojciec Pani Marianny woził mleko do mleczarni w Solecznikach, dlatego ocalał.
Pani Marianna do 22 lat pracowała w kołchozie w rodzinnych Kowalkach. Krewniaczka namówiła ją jednak jechać do miasta. Przez kilka lat pracowała jako niańka w żydowskiej rodzinie na ul. Gorkiego w Wilnie. Potem, po wykryciu torfu w Białej Wace, w ciągu 5 lat pracowała na torfowisku. Tam też poznała swego przyszłego męża Zygmunda Kozłowskiego. Pobrali się w 1957 roku. Sakramentu ślubu w kościele w Butrymańcach udzielił im ks. Józef Sobolewski. Doczekali się sześciorga dzieci – dwóch synów (jeden z nich już, niestety, nie żyje) i czterech córek. Zawsze uczęszczali na mszę do kościoła w Wojdatach, w Ostrej Bramie, a ostatnio w Czarnym Borze. Mąż Pani Marianny zmarł w 2009 r. Razem przeżyli 52 lata.
Z rękodziełem Pani Marianna zapoznała się jeszcze w dzieciństwie. Różnych robótek ręcznych uczyła się od mamy. Wspólnie z mamą tkała, przebierała dywany, robiła na drutach, szydełkowała. Tę pasję potrafiła zachować do dziś. Ulubionemu zajęciu – wiązaniu na drutach – poświęca wiele czasu. Obdarza swym rękodziełem wszystkich dookoła. A ma komu… Pani Marianna doczekała się 14 wnuków, 7 prawnuków.
Mimo swego tak pięknego wieku Pani Marianna jest ciągle w ruchu: pielęgnuje swój ogródek, sprząta, gotuje. No i oczywiście wiąże na drutach – sweterki, bluzeczki, sukieneczki, rękawiczki, serwetki, a ostatnio też skarpetki. Jest bardzo milą, ciepłą, gościnną osobą. Wszystkie święta cała rodzina stara się spędzać razem u mamy i babci. I zawsze otrzymują od Pani Marianny mięciutkie, cieplutkie prezenty.
Z okazji dnia babci, który przypada na 21 stycznia, Centrum Kultury w Wojdatach składa Pani Mariannie najserdeczniejsze życzenia. Życzy zawsze zachować otwartość umysłu, nieustanną ciekawość świata i ludzi, dbać o własne zdrowie, pozostawać zawsze w ruchu. Niech Pani Mariannie towarzyszy ogromny apetyt na życie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Andrzej Aszkiełowicz